Mrówki w kuchni, zabrane z tamtej kuchni. Lubczyk, czyli popularne "magi", wykopany z korzeniem z ogródka, w worku na zlewie, nareszcie do posadzenia w doniczce (bo tak fantastycznie pachną po nim ręce - sam rosół! o rosole nie wspomnę). Posmarkane dzieci, odwiezione półprzytomnie do placówek. Chleb od sołtysa. Masło w pudełku po żelkach. Ból gardła po dotkliwym przemarznięciu wczoraj.
Posty wysyłane ze wsi na blog przez pocztę w telefonie (da się), bo komputer został zapomniany przez Boskiego w home office (i dobrze).
Traktowanie mieszkania w bloku jako przechowalni od tamtego świata. Tęsknota za wyprowadzką z miasta w trybie pilnym.
Takie mam pamiątki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz